Szpital Szamotuły Nasz szpital bliżej Was Jesteśmy po to aby pomagać chorym. tel.+48 61 29 27 100

Rozmowa z Pauliną Królak - ratownikiem medycznym w SP ZOZ w Szamotułach

Jest Pani jednym z ratowników medycznych w szamotulskim szpitalu. Dlaczego zdecydowała się Pani na taką pracę. Ten trudny zawód, to chyba raczej męskie zajęcie?

Zawód ratownika medycznego jest bardzo trudnym zawodem, zwłaszcza dla kobiet. Czasem jest naprawdę ciężko.

Myślę, że to, że zostałam ratownikiem medycznym w moim przypadku przeszło troszeczkę w genach po mojej mamie, która jest pielęgniarką. Nigdy nie planowałam wiązać swojej przyszłości z tym zawodem. Od najmłodszych lat chciałam zostać aktorką. Dlatego też dwukrotnie zdawałam do szkół teatralnych i niestety nie udało się. A ponieważ jestem osobą bardzo aktywną nie chciałam zmarnować roku. Wiedziałam, że muszę podjąć jakieś studia. Na Targach Edukacyjnych w Poznaniu trafiłam na pokaz ratownictwa medycznego, gdzie słuchacze Wielkopolskiego Centrum Edukacji Medycznej przedstawiali nabyte, już po roku nauki, umiejętności pozwalające ratować ludzkie życie. Bardzo mi się to wówczas spodobało. Wiedziałam, że jest to zawód, który nie polega na pracy za biurkiem. A na tym mi najbardziej zależało. I tak trafiłam do studium medycznego w WCEM na kierunku ratownictwo medyczne.

Czy nauka w studium Pani wystarczyła?

Później ukończyłam również studia licencjackie z ratownictwa medycznego. Jednak już studium medyczne pokazało mi, czym jest zawód ratownika medycznego. Wiedziałam z jakimi wyrzeczeniami wiąże się ten zawód, jaka jest to ciężka praca (m. in. dyżury nocne, wyjazdy do stanów zagrożenia życia o każdych porach dnia i nocy). Już w tej szkole zrozumiałam że w grę wchodzi walka o ludzkie życie. A studia były tylko potwierdzeniem tego wszystkiego. Dlatego też kiedy podjęłam pracę w Zespole Ratownictwa Medycznego nie było dla mnie zaskoczeniem to, że nie jest to łatwa praca. Najpiękniejsze co może przydarzyć się każdemu ratownikowi medycznemu to wdzięczność pacjenta – czyli magiczne słowo - „dziękuję”.

Jakie zdarzenie z pracy zapadło Pani w pamięć?

Niedawno miałam taki przypadek, że u pacjenta z Ostrym Zespołem Wieńcowym osiem razy doszło do zatrzymania krążenia. Osiem razy był defibrylowany i po każdej defibrylacji odzyskiwał przytomność. Całą drogę walczyliśmy o jego życie … W końcu dojechaliśmy do szpitala. Pacjent został przekazany na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Poznaniu. Niestety nie wiedziałam jaka była dalsza historia stanu zdrowia tego pacjenta. Po około 3 miesiącach zostaliśmy wezwani do tego samego pacjenta, u którego tym razem doszło do niegroźnego zasłabnięcia. Kiedy weszłam na wizytę i poznałam „naszego Pana Józia” byłam wzruszona. Pomyślałam sobie „udało się!” Pan Józio oczywiście mnie również poznał i wówczas powiedział te magiczne słowa: „ Dziękuję, bardzo pani dziękuję za uratowanie mi życia”. Słowa te na długo pozostaną w mojej pamięci... To jest właśnie najpiękniejsze w tym zawodzie, że można pomagać drugiemu człowiekowi i ratować jemu życie.

A co z aktorstwem? Odpuściła Pani?

Aktorstwo jednak cały czas nie dawało mi spokoju. Po studiach z ratownictwa medycznego postanowiłam po raz trzeci zdawać do szkoły teatralnej – i tym razem się udało. Radość była ogromna. Dostałam się do Szkoły Teatralnej na wydział aktorski w Krakowie. A obecnie jestem już absolwentką tejże szkoły i tym samym dyplomowaną aktorką. Więc jak na razie łączę zarówno pracę w pogotowiu jak i pracę na scenie teatralnej czy też planach filmowych.

Co się Pani najbardziej podoba w pracy ratownika medycznego? To, że może Pani ratować ludzkie życie?

To jest najpiękniejsze. W większości przypadków są to osoby, które okazują wdzięczność za to, co robimy. To jest chyba najpiękniejsze. Nie da się ukryć, że czasem trafiają się pacjenci roszczeniowi, ale ludzie są różni. Nigdy nie wiemy, na kogo trafimy na danej akcji.
Bardzo lubię tę pracę i jakbym miała pracować tylko jako aktorka, a idąc ulicami miasta widziałabym jadącą na sygnale karetkę, to pewnie byłoby mi ciężko, że ja już nie pracuję w tym zawodzie. Więc bardzo się cieszę, że na chwilę obecną mogę łączyć jeden zawód z drugim. Zawsze powtarzam, że pracę w karetce lubię, a pracę na scenie kocham. Dzięki temu czuję się spełniona zawodowo!

Kiedy jestem w szpitalu, to widzę, że najczęściej ratownikami medycznymi są mężczyźni. Jak kobieta radzi sobie w takim męskim gronie?

Jest lepiej niż między kobietami, bo nie ukrywajmy kobietki lubią plotkować. Mężczyźni też, ale wydaje mnie się, że jednak trochę mniej. A ja plotek nie cierpię. 12-godzinne dyżury mijają czasem w miłej lub w gorszej atmosferze, bo wiadomo – każdy z nas jest inny. Z jednymi uwielbiamy dyżurować z innymi musimy. Ale zawsze jakoś można się dogadać i nie ma z tym większego problemu. Nie narzekam.

Czuje Pani na sobie odpowiedzialność czy raczej swobodnie tę pracę wykonuje?

 

Czuje się odpowiedzialność i to ogromną. W Zespołach Podstawowych jeżdżą dwie osoby – jedna z nich, to jest ratownik medyczny, który jest również kierowcą, a druga osoba to ratownik medyczny, bądź pielęgniarka systemu, która jest kierownikiem całego zespołu. Zazwyczaj jest tak, że staramy się wspólnie podejmować decyzje, ale jednak jedna osoba firmuje swoim nazwiskiem pod kartą danego pacjenta i pod tym, co zrobiła, co wykonała, jakie leki podała, itd. To jest naprawdę duża odpowiedzialność.

Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Szamotułach
ul. Sukiennicza 13
64-500 Szamotuły
NIP: 787-18-07-873 REGON 000553822
tel.+48 61 29 27 100 fax +48 61 29 27 102

logo szamotulym1Powiat Szamotulski jest dla SP ZOZ w Szamotułach podmiotem tworzącym. W Radzie Społecznej SP ZOZ, która jest organem doradczym dyrektora Zakładu, zasiadają między innymi przedstawiciele samorządu powiatowego

Tuesday the 23rd. -